Triss Czy Yennefer – Co ten wybór mówi o Tobie?
W świecie Wiedźmina wybór między Triss Merigold a Yennefer z Vengerbergu wygląda jak zwykła decyzja narracyjna. Prosty wybór w grze. Wydaje mi się, że to jednak coś więcej.
Wybór między Triss Merigold a Yennefer z Vengerbergu nie jest tylko decyzją fabularną. To decyzja psychologiczna. Surowa. Nieuczciwa wobec ego. Bardziej prawdziwa niż większość deklaracji składanych na głos.
Gracz nie myśli: „kogo powinien wybrać Geralt”.
Gracz wybiera model relacji, który sam jest w stanie udźwignąć.
Dalsza część tekstu pod reklamą.
Wybór Triss nie jest wyborem miłości
To wybór ulgi.
Triss reprezentuje relację miękką, opiekuńczą, emocjonalnie amortyzowaną. Nie konfrontuje. Nie wymusza dorastania. Nie stawia człowieka pod ścianą. Jest bezpieczna. Przewidywalna.
I właśnie dlatego przyciąga określony typ gracza.
To są ludzie, którzy chcą być dobrzy, ale nie chcą być odpowiedzialni.
Którzy wierzą, że świat w gruncie rzeczy jest w porządku, tylko czasem bywa niemiły.
Którzy podejmują impulsywne decyzje, wpadają w kłopoty, a potem szukają ratunku.
Którzy mylą empatię z siłą, a komfort z dojrzałością.
Psychologicznie to nie jest wybór partnerki.
To wybór emocjonalnej poduszki powietrznej.
Triss pozwala pozostać w iluzji, że relacja powinna przede wszystkim „nie boleć”, że konflikt to patologia, że jeśli jest ciężko, to znaczy, że coś jest nie tak.
To mentalność bambi – świat jako coś z natury dobrego, tylko chwilowo niesprawiedliwego. Człowiek jako istota, którą trzeba chronić przed rzeczywistością, zamiast ją z nią konfrontować.
To nie są ludzie głupi. To są ludzie emocjonalnie niedojrzali albo psychicznie słabi w starciu z napięciem.
Wybór Yennefer nie jest tylko romantyczny
Jest brutalnie uczciwy.
Yennefer nie obiecuje spokoju.
Nie oferuje miękkiego lądowania.
Nie udaje, że świat jest łagodny.
Relacja z nią to napięcie, tarcie, odpowiedzialność.
To konieczność zajęcia pozycji.
To brak miejsca na emocjonalne chowanie się za „dobrymi intencjami”.
Gracze wybierający Yennefer nie robią tego dlatego, że ona jest „ładniejsza” czy „ciekawsza”. Robią to, bo nie potrzebują amortyzacji.
To ludzie o wysokiej tolerancji napięcia. Świadomi, że relacje kosztują, że miłość bez konfliktu jest infantylna, że prawda bywa bolesna, ale komfort bywa zabójczy.
Ten wybór mówi:
„Poradzę sobie z kimś silnym.
Nie potrzebuję być prowadzony za rękę.
Nie uciekam, gdy robi się trudno.”
To są osoby bardziej dojrzałe emocjonalnie.
Bardziej realistyczne.
Często twardsze.
Czasem wręcz nadmiernie kontrolujące.
Ich cieniem nie jest naiwność.
Ich cieniem jest przeciążenie.
Skłonność do relacji intensywnych, wymagających, czasem wyniszczających.
Ale to są ludzie, którzy nie karmią się iluzjami.
Gra zabiera konsekwencje społeczne.
Nie musisz tłumaczyć się znajomym.
Nie budujesz wizerunku.
Nie bronisz swojego ego.
Zostaje czysty wybór, a w czystym wyborze wychodzą realne preferencje psychiczne, nie deklaracje.
Nie wybierasz czarodziejki.
Wybierasz sposób, w jaki chcesz być kochany.
I sposób, w jaki jesteś gotów kochać.




