Jak tworzenie muzyki pomogło mi przetrwać najgorsze

Ponad 2000 zapisanych notatek z wersami, myślami i inspiracjami w pewnym momencie zaczęło wychodzić na światło dzienne.

Niektóre z moich kawałków, które wydaję dzisiaj, miało swoje początki jeszcze, gdy byłem w liceum. 

Szkole, która dzisiaj oddalona jest o 500 km stąd, ale do której lubię czasem wrócić myślami. Nie o szkołę samą w sobie chodzi, a bardziej o czas i przede wszystkim ludzi, którzy wtedy mi towarzyszyli. 

Utwory przewijające się między tą historią są w całkowicie losowej kolejności, aby nie tłumaczyły danego akapitu, ani dany akapit nie był ich tłumaczeniem. Jest to jedynie urozmaicenie do całości. 

Szczery, nie wymyślony

Szczery, nie wymyślony

Od dzieciaka jestem wręcz zatopiony w rapie. Od pierwszych tracków puszczanych na starych Nokiach przez kolegów. Muzyka ta towarzyszyła mi na niemal każdym kroku. Uwielbiałem kawałki, które są szczerze. Czasem szczere do bólu aż do bólu, w którym odnajdywałem siebie samego. 

Kiedy ktoś wytyka mi błąd i robi to konkretną krytyką, to niezmiernie jestem mu wdzięczny. Nie chcę zamykać się w swojej bańce zajebistości. Wiem, że nie jestem ideałem i nigdy nim nie będę, a jedynie słuchając słów krytyki można się rozwijać. 

Z tego, co obserwuję, mają z tym problem współcześni artyści. Nie potrafią rozróżnić słów krytyki od bezpodstawnego hejtu i zamykają swoje głowy na dalszy rozwój. Dlatego ja siebie artystą nie nazywam. 

Tworzę, by po prostu zostawić coś po sobie. By moje kawałki mogły towarzyszyć ludziom, tak, jak mi towarzyszyły kiedyś utwory innych twórców. Stąd też mój pogląd na prawdę w wersach. 

Wiem, że fikcja literacka to nic złego. Sam mam na ulubionej playliście mnóstwo kawałków, które nie mają nic wspólnego z prawdą, ale jeśli miałbym kiedyś robić ranking, to na bank top 10 miejsc byłoby o szczerych wyznaniach i rozliczeniach z przeszłością, bo najmocniej odnajduję w nich siebie. 

Nostalgiczne łączenie kropek przeszłości 

Bardzo często w swoich kawałkach wracam na spotkanie z nostalgią. Lubię przywoływać wspomnienia, jakbym łączył kropki i dopiero po czasie pokazywał samemu sobie, jakie to przecież było piękne. 

Nie ważne, czy było to miłe lub gorzkie – każdy powrót do przeszłości w mojej głowie, który pojawia się później dla ludzi w postaci kolejnego numeru, ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną.

Odskocznia od rzeczywistości 

Odskocznia od rzeczywistości 

Budzik o 6:00, kawa, praca, obiad, praca, sen po 24:00… Tak minęło mi kilka ostatnich lat. Z własnego wyboru i nie mam do nikogo o to żalu. Sam zdecydowałem się na taki los, bo, jak już wspomniałem, chciałbym zostawić po sobie jak najwięcej. 

W pewnym momencie stało się to jednak męczące dla mojej głowy. Śmieszne zjawisko, że jestem świadom tego, co męczy mój mózg, a jednak siłą woli nie jestem w stanie tego naprawić. Musiałem znaleźć sobie pewną odskocznię od codzienności. 

Tak zrodziły się pierwsze numery, które przewijają się tutaj między kolejnymi zdaniami. Zauważyłem, że jak tworzę muzykę, to na chwilę znikam z tego świata. 

Kocham proces pisania, nagrywania, sklejania wideo i składania tego wszystkiego w całość dla potencjalnych słuchaczy.

Nie będę kłamał, że nie obchodzą mnie liczby. Praktycznie codziennie sprawdzam, czy ktoś dzisiaj czegoś z mojego repertuaru słuchał. Nie dla wyświetleń samych w sobie. Cieszę się, że ktoś odnalazł moją twórczość, że ktoś natknął się na ślad, który próbuję odcisnąć po sobie. 

Znajomi i rodzina chętnie wspierają mnie w tych poczynaniach, za co jestem im ogromnie wdzięczny, bo sam dla siebie jestem mocno krytyczny i gdy wracam po dłuższym czasie do rzeczy, które zrobiłem dawno temu, to mam ogromną ochotę je usunąć, poprawić, nagrać jeszcze raz! 

Dlatego też nie słucham swoich kawałków. Nie lubię, nawet gdy ktoś puszcza je w mojej obecności. Robię je dla innych, oczyszczając przy tym własną głowę.

I niech tak zostanie.