dwaha – stary zeszyt

dwaha – stary zeszyt

Jest dopiero 8 rano, moje ziomki jeszcze śpią
gdzieś za oknem słyszę, jak trawę zieloną tną
chodzę jak na kacu, a jesteśmy abstynentami
wczoraj do późna siedzieliśmy znowu sami

nie przejmuję się terminami i nudnymi zasadami
ale kiedy trzeba mówię do niej „proszę pani”
my z takich, którzy siedzą późnymi nocami,
lecz nie uczą się i czasem bywają bucami

bo żywot mamy prosty, na śniadanie tosty
kiedy w tle leci O.S.T.R.y, nasz cel to paka hosty
na imprezach soki Costy, na twarzach liche zarosty
w głowie freestajlowych bitew najlepsze riposty

nikt nie przejmuje się, co będzie jutro
jaką kwotę na fakturze liczyć brutto
kto ma w domu najpiękniejsze sukno
bo jeszcze nikomu nie jest smutno

bo cieszymy się, póki dzień jest długi
i chociaż to głupie czasem popalamy szlugi
przeklinamy, bo nie znosimy tej szarugi
przeklinamy, bo się skończyły nam Maczugi

dziwimy się, gdy o nostalgii mówią rodzice
jak wspominają o wyjazdach za granice
jak nocami wkuwali tę dziwną cyrylicę
bo nikt jeszcze wtedy nie myślał o elektronice

a my dzisiaj już Nokia, Sony Ericsson z klapką
niektórzy nawet po angielsku mówią gładko
to wszystko, dzięki tatkom i zatroskanym matkom
które, gdy bywało zimno ganiały nas z czapką

dziś jeszcze nie siedzę w tym życiowym dole
bo z babcią trzeba jutro pozrywać fasolę
kupię na wieczór Cheetosy i Original Colę
zawsze kochałem początki wakacji po szkole