dwaha – płaszcz

dwaha – płaszcz

Guzik przy guziku, każdy równo wszyty
Kiedy to skrajali mnie nie było przy tym
Zerknąłem na moment, no i przymierzyłem
Stary płaszcz mego smutku omyłkowo założyłem

Nie pamiętam kiedy, nie pamiętam skąd go mam
Pamiętam jego łatki wszywałem sobie sam
Obszerne kieszenie, wypełnione tylko łzami,
a jego materiał pozostawia mnie z ranami.

Jest na niego moda. Wkładam go na jesień.
Ta nowa kolekcja po świecie się już niesie.
Założony dawno, już długo na mnie leży.
Wzywałem pomocy, dziwne, nikt nie wierzył.

Spaceruję dumnie pośród starych liści
Jak go zdejmuję, pewnie znów się tylko przyśni.
Wyczekuję lata, by móc go dać do szafy
Mówię „Wszystko gra” i szaleją wariografy.

Robi się pochmurnie, kocham chodzić w deszczu
Jedyne swe emocje czuję tuż po zmierzchu.
Kiedy mocno pada i zlewam się z cieniami
Okłamuję siebie tak już, dzień za dniami,

lecz kolejny spacer wydaje się przyjemny
Każdy szczęścia dzień wydaje się przyziemny
Odnajduję siłę w tym, jak czuję się na codzień
Jestem na odwyku, dopaminowym głodzie.

Przez to, co tu piszę, zbyt szybko go nie zdejmę
Daję rękę uciąć, że jutro się nie przejmę
Zapomnę o tych słowach i wydartych kartkach
Mówię pass. Ta gra jest nic niewarta.